I stałam się szanowaną panią kierownik :) Po okresie burzy i naporu w postaci latania po świecie i freelancerskiego udzielania się w temacie mody, weszłam w system korporacyjny i podpisałam papiery etatowca. To jak wejście do Matrixa: inny wymiar pracy. Ale pozostałam w ciuchach. Zajęłam się zarządzaniem...to było i nadal jest fajne.

Ale nie byłabym sobą, gdybym nie planowała wakacji pod konkretnym kątem. Musiała być Portugalia. Nie myślałam o żadnym innym kraju. Tak też się stało. Na przełomie sierpnia/września rozpoczęłam długo wyczekiwany urlop. Pokrótce opowiem, jak ja organizuję wyjazdy za granicę.

Kiedyś moje podróże były bardziej sformalizowane. Hiszpania czy Chorwacja zostały wybrane z katalogu. Byłam przypadkiem, który dojrzewał do samodzielnego planowania wypadów. Trwało to parę ładnych lat. Z czasem przestałam być zwolennikiem gotowych rozwiązań, jak pakiety "all inclusive" albo biura podróży. By "poczuć" kraj i jego mieszkańców chciałam być jak najbliżej nich. Hotel czy pensjonat mi nie wystarczał. Zrywać się o 7 rano, by zdążyć na śniadaniowy bufet, który był podawany do 10? To nie dla mnie. Wolałam nie narzucać sobie żadnego rygoru, ani czasowego ani miejscowego. Intuicyjnie czułam, że taki rytm będzie mi odpowiadał najbardziej.

Zaczęłam od mieszkania do wynajęcia. Według mnie ta opcja najlepiej sprawdza się z Lizbonie. Celowałam w ścisłe centrum i trafiłam w uroczą Alfamę. Skorzystałam z portalu Only Apartments i byłam zadowolona. Bilety lotnicze kupiłam na jednej z popularnych wyszukiwarek a opłatę za mieszkanie uiściłam na miejscu. Chciałam tylko suchy kąt, z bieżącą wodą i czystą pościelą. Nic więcej. Żadnych wykupionych śniadań ani obiadokolacji. Żadnych wycieczek w pakietach. Żadnych zorganizowanych grup turystycznych, trzymających w rękach chorągiewki z konkretnym kolorem, by nie zgubić się w tłumie i nie stracić z oczu przewodnika. I tak miałam zamiar całe dnie spędzać poza domem, wykorzystując lokalizację do mycia i spania.

Będzie o Lizbonie, które zachwyciła, oczarowała i uwiodła jak również o wielu innych miejscach. O przenikających się kulturach arabskich, afrykańskich i europejskich. Ponad 800 lat ulegania wpływom różnych kultur, mieszanych z nowoczesnymi trendami. To "Atlantycka Perła", to "Allis Ubbo" - uroczy port. To styl manueliński (dominujący motyw żeglarski), azulejos (arabskie az-zulayj - mały kamień), Galão - wysoka szklanka kawy z mlekiem, Bica - bardzo mocna kawa typu espresso i Porto - wzmacniane wino portugalskie. To zapach oceanu, grillowanego Labraksa bądź pieczonej Dorady, przy akompaniamencie muzyki Fado (melancholijna pieśń - oznacza los, przeznaczenie). To wiekowa Alfama (wym. [aɫˈfɐmɐ]; z arabskiego ألحمّة / al-ḥamma – źródło, łaźnie), gdzie za panowania Maurów było centrum miasta i która należy do najstarszych dzielnic Lizbony. Kocham to miasto. Uwielbiam Portugalię.

Tuż po przylocie
 


Pojawiły się zawirowania. Okres wyborów i decyzji. Niektóre sprawy czekać już nie mogły. Trzeba było działać, a raczej stawiać wszystko na jedną kartę. Albo wyjdzie albo nie. Musiało wyjść. Nadarzyła się okazja, pojawiły się perspektywy. Miałam zająć się czymś zupełnie nowym oraz zaistnieć w nieznanej mi dotąd branży. Ale nie będę pisać o nowym zajęciu czy branży. Teraz będzie długo i monotonnie :)

Będzie o Portugalii. Moja przygoda rozpoczyna się z mieście Oporto. Nie, to nie jest błąd. Taka jest oryginalna nazwa miasta, choć najpopularniejszy zwrot to Porto. Miasto portowe. Tajemnicze, lekko mroczne, chłodne. Zawsze się zastanawiałam, skąd to się bierze. To ponad 300-letnie wpływy brytyjskie. Wino z Porto jest symbolem czasów wiktoriańskich w Wielkiej Brytanii, a w Portugalii metaforą brytyjskiej obecności w tym mieście, która jest ciągle widoczna. To kontrasty, od szykownego i snobistycznego Foz, po elegancką Vila Nova de Gaia z produkcją porto u Sandemana, Taylora i Offley'a, do surferskiego Matosinhos. To miasto mostów, z czego Ponte Luis I (dwupoziomowy most) zaprojektowany przez belgijskiego inżyniera Teofila Seyriga, ucznia Gustave'a Eiffla jest najpopularniejszy. Miasto z klimatem, jak porto o przepięknej barwie tawny. Pojawia się zauroczenie...