Pojawiły się zawirowania. Okres wyborów i decyzji. Niektóre sprawy czekać już nie mogły. Trzeba było działać, a raczej stawiać wszystko na jedną kartę. Albo wyjdzie albo nie. Musiało wyjść. Nadarzyła się okazja, pojawiły się perspektywy. Miałam zająć się czymś zupełnie nowym oraz zaistnieć w nieznanej mi dotąd branży. Ale nie będę pisać o nowym zajęciu czy branży. Teraz będzie długo i monotonnie :)
Będzie o Portugalii. Moja przygoda rozpoczyna się z mieście Oporto. Nie, to nie jest błąd. Taka jest oryginalna nazwa miasta, choć najpopularniejszy zwrot to Porto. Miasto portowe. Tajemnicze, lekko mroczne, chłodne. Zawsze się zastanawiałam, skąd to się bierze. To ponad 300-letnie wpływy brytyjskie. Wino z Porto jest symbolem czasów wiktoriańskich w Wielkiej Brytanii, a w Portugalii metaforą brytyjskiej obecności w tym mieście, która jest ciągle widoczna. To kontrasty, od szykownego i snobistycznego Foz, po elegancką Vila Nova de Gaia z produkcją porto u Sandemana, Taylora i Offley'a, do surferskiego Matosinhos. To miasto mostów, z czego Ponte Luis I (dwupoziomowy most) zaprojektowany przez belgijskiego inżyniera Teofila Seyriga, ucznia Gustave'a Eiffla jest najpopularniejszy. Miasto z klimatem, jak porto o przepięknej barwie tawny. Pojawia się zauroczenie...
Niedawno ktoś zapytał mnie: "aaa będzie coś dla mnie?" Dla mnie, czyli dla Panów, chłopaków, mężczyzn. No to będzie o ciuchach :) Właściwie dobrany strój dotyczy nie tylko kobiet. Jakiś odsetek facetów również się tym interesuje. Nawet zwraca na to baczną uwagę, by wszystko do siebie pasowało (włącznie z dodatkami). Ma odpowiadać wykonywanej pracy, zajmowanemu stanowisku ale też osobowości i stylowi życia. Ma budzić zachwyt u płci przeciwnej lub przynajmniej prowokować do chwilowego zawieszenia oka. Dobrze ubrany facet - to atrakcyjnie wyglądający facet. Która mi racji nie przyzna?
Facet, który wie jak się ubrać - zna swoje atuty. Wie, co jest jego najmocniejszą stroną a wady potrafi sprytnie zatuszować. Wie, co mu pasuje i czego powinien unikać. Korzyści z takiego podejścia do sprawy widoczne są natychmiast. Przydałoby się widzieć rzesze dobrze ubranych mężczyzn na polskich ulicach. Oj przydałoby się.
Na tapetę poszedł Development Manager/Właściciel firmy oferujacej rozwiazania informatyczne w jednej osobie. Wiek: powyżej 30-tki. Kontakty z klientami sporadyczne, praca stacjonarna. Wzrost: niecałe 170 cm, tzw: "brzuszek", krótkie ręce (problem z długością rekawów) i brak interesującego total looku. Klient nie chciał wyglądać jak zapyziały informatyk, który świata poza ekranami nie widzi. Nie chciał wyglądać nudno i przeciętnie ale zwracał uwagę na praktyczność i elastyczność w doborze garderoby, tak, by potem, już samodzielnie bawić się ciuchami. Jako stylista i personal shopper (osobiście wolę: fashion advisor) podjęłam się tego zadania. Po wielu kilkugodzinnych spotkaniach udało Nam się wypracować nowy, odświeżony wizerunek a jego efekty (za zgodą autora:)) przedstawiam poniżej.
PRZED PO
Po lewej: kurtka mało dopasowana, postarzająca, za długa, ciężka. Ciągnie niewysoką sylwetkę w dół. Przykrótkie nogawki i buty z przed "3 sezonów". Finał: mężczyzna wygląda na więcej niż ma. Niczym się nie wyróżnia. Przeciętny zestaw, bez charakteru.
Po prawej: Kurtka krótsza i bardziej młodzieżowa nadała sylwetce sportowego i dynamicznego charakteru. Zamiast bladej koszuli - bordowy t-shirt z długimi rękawami dla nadania kolorytu zestawowi, utrzymania dynamizmu. Emblemat na piersi odwraca uwagę od lekko wystającego brzuszka. Dżinsy mniej poważne, efekt "wygniecenia" dający powiew młodzieńczości, nogawki trochę dłuższe, bardziej zwężone by wysmuklić sylwetkę. Buty zgrabniejsze, półsportowe z ekstrawaganckim sznurowaniem, wysmuklające nogi. Finał: facet odmłodzony, z energią i dynamiką.
PRZED PO
Po lewej: smutek i nuda. Jasny t-shirt plus jasne spodnie - brak efektu wyszczuplającego. Za krótkie nogawki, które skracają sylwetkę. Pomieszanie styli. Nieaktualne buty.
Po prawej: czarny -t-shirt jako baza wyszczuplająca, dodatkowo dekolt w V optycznie wydłuża szyję. Aby nie było zbyt monotonnie - biała koszula w żółto - czarną kratkę. Zasada jest taka, że osoby o takiej sylwetce powinny wybierać kratkę drobną ale tu posłużyłam się efektem optycznym. Wbrew pozorom, w tak dużym wzorze widać głównie linie pionowe. Są one mocniejsze od poziomych i wysmuklają sylwetkę. Spodnie w jednolitym, intensywnym kolorze, dłuższe nogawki plus półsportowe buty. I znów mamy faceta z ikrą a nie tapetę na ścianie.
PRZED PO
PRZED PO
PRZED PO
Po lewej: można dyskutować o tym, czy taki zestaw jest dobry, chociażby ze względu na ciemną górę (tuszuje brzuch). Moim zdaniem zalatuje tandetą. Jasne spodnie kończące się czarnymi butami, to tak, jakby uciąć stopy. Pokazujemy, jak krótkie nogi mamy. Sweter jest poprawny, ale po raz kolejny zestaw prezentuje się mało atrakcyjnie.
Po prawej: Pozwoliłam sobie na błękitny sweter z dekoltem w szpic (jako optyczny efekt wydłużenia szerokiej szyi) i minimalne ściągacze przy dłoniach. Klient błękitu w swojej szafie nie miał, więc wybrałam ten kolor ze względu na świeżość i elegancję w jednym. To, na czym mi zależało - to właściwa długość rękawów swetra i brak ściągacza na dole (w przeciwieństwie do czarnego), który niepotrzebnie ten brzuch uwydatniał. Czarne spodnie z pantoflami w tym samym kolorze dodają elegancji, wysmuklają sylwetkę. Dziś oczywiście nosimy kołnierzyk schowany. Pan z brzuszkiem może nosić się z niewymuszoną elegancją.
PRZED PO
Po lewej: zestaw jak poprzednie. Rzucać się może wrażenie, że koszulka polo jest przyciasna. Równie nudno i bez polotu.
Po prawej: freestyle :), dżinsy "gnieciuchy", czarny t-shirt z prawidłową długością rekawów, casualowa koszula w drobną kratkę. Pełna swoboda i fajny polo.
Po prawej: freestyle :), dżinsy "gnieciuchy", czarny t-shirt z prawidłową długością rekawów, casualowa koszula w drobną kratkę. Pełna swoboda i fajny polo.
TAGS: FASHION, FASHION ADVISOR, MEN, PERSONAL SHOPPER, STYLIST
Ostatnimi czasy mało miałam do czynienia z blogiem. Tak, przyznaję się. Malowałam ściany w kuchni :) Miało być spokojnie i zachęcająco do jedzenia a pozostawiłam kuchnię w iście meksykańskim stylu. Popłynęłam na fali spontanu (na zasadzie: a co mi tam!) i posiadam biało-żółto-czerwono-niebieski krzyk mojego ekspresjonizmu. Kuchnia zatrzymała się w czasie PRL-u, więc połączenie egzotycznego klimatu z szykownymi szafkami, rodem z Wyszkowskiej Fabryki Mebli podziałało piorunująco. Jeszcze do tego firanka wprost z hiszpańskiej hacjendy i byka na arenę mogę zapraszać. Brak mi póki co odwagi, by zaprezentować kuchnię. Ale zamiast zwierzęcia - zaprosiłam damy na "osiemnastkę", toteż pochwalę się tym, co otrzymałam :)
Body Shop - Coconut Butter, Coconut Body Milk, Coconut Body Shower; pyszny melon; piękne tulipany oraz książka "Pochodzenie Kobiety" Elaine Morgan, którą zaczęłam czytać :)
TAGS: BODY SHOP, ELAINE MORGAN, FLOWERS, FRUITS
Działając intensywnie w ramach rozwoju firmy, zajmowałam się nawiązywaniem kontaktów z klientami. Osobami zainteresowanymi były najczęściej kobiety, choć paru panów też się trafiło. Interesowała ich głównie opcja stylizacji i doboru garderoby niż projektowania i szycia na zamówienie. Panie najchętniej by widziały wszystko w pakiecie, czyli zaprojektuj, uszyj, ubierz, umaluj, i wystylizuj i w ogóle...doradź.
Większość spotkań była jednorazowa i najczęściej dotyczyła konkretnego projektu. Zdarzało się, że klientki wracały prędzej czy później z następnym pomysłem lub chciały czegoś zupełnie nowego z innej dziedziny. Bywało, że z jednorazowego spotkania tworzyła się długofalowa współpraca.
Zaczynało się spotkaniem i przedstawieniem wizji. Następnie wizja trafiała na papier - powstawał zmaterializowany projekt. Ubierany był w kolor, by nadać bardziej rzeczywisty wygląd. Potem dobór właściwego materiału, dodatków i można było tworzyć. Dwie przymiarki, ewentualne poprawki i po całkowitym zaakceptowaniu - zrealizowany projekt szedł w świat.
Większość spotkań była jednorazowa i najczęściej dotyczyła konkretnego projektu. Zdarzało się, że klientki wracały prędzej czy później z następnym pomysłem lub chciały czegoś zupełnie nowego z innej dziedziny. Bywało, że z jednorazowego spotkania tworzyła się długofalowa współpraca.
Zaczynało się spotkaniem i przedstawieniem wizji. Następnie wizja trafiała na papier - powstawał zmaterializowany projekt. Ubierany był w kolor, by nadać bardziej rzeczywisty wygląd. Potem dobór właściwego materiału, dodatków i można było tworzyć. Dwie przymiarki, ewentualne poprawki i po całkowitym zaakceptowaniu - zrealizowany projekt szedł w świat.
Trójwarstwowa sukienka z szyfonu, bolerko z tafty, z żółtą podszewką.
Abstrakcyjna ta Wielkanoc. Śnieg pada, śnieg po kolana, snow is everywhere. Wiosna poleciała na Hawaje i czuje, że coś u Słowian nie halo się dzieje. Dziadek Mróz przedłuża sobie wakacje, biorąc urlop na żądanie. Stary dziad, tyłka nie chce ruszyć. Jechałam przez knieje i nadziwić się nie mogłam, gdzie oni to produkują (w sensie śnieg). Zając chyba przegrał jakiś zakład i musiał zamienić się ze Świętym Mikołajem na uroczystości. Bo nie wiem, czy pamiętacie jakie było Boże Narodzenie. Hmmm...coś w tym jest. Jednakowoż, jadąc do dziadków przemierzałam wsie i miasta, pola i powiedzmy, że łąki oraz lasy i...lasy. Moi drodzy, oto droga do świątecznego jajeczka :)
ARCHIVES
-
▼
2013
(43)
- ► czerwca 2013 (2)
- ► kwietnia 2013 (7)
- ► marca 2013 (15)
- ► lutego 2013 (11)













